- Zemdlejesz? To w sumie chyba nic takiego...Przynajmniej nie będę musiał popisywać się umiejętnościami peirwszej pomocy, nie? Bo ja nie umiem pierwszej pomocy zbytnio - rzuciłem w sumie zgodnie z prawdą. Nie znałem się na udzielaniu pierwszej pomocy i prędzej chyba połamię komuś żebra, niż zrobię to wszystko poprawnie.
-Fredełka? To brzmi torchę jak nazwa mydła. Wiesz, mydełko-Fredełko. Nawet się zrymowało!...W każdym razie spoko, może być Fredełek, skoro ci tak pasuje - powiedziałem z uśmiechem. W sumie takiego przezwiska jeszcze nie miałem, więc...Oryginalność przede wszystkim.
Ruszyłem przed siebie, razem z dziewczyną, w sumie obrałem kierunek losowy, chociaż nie podejrzewałem siebie, o to, żebym mógł się tutaj zgubić, więc...
-Wiesz...W sumie to was nie rozumiem. A mówiąc "was" mam na myśli Nocnych Stróży..Bo...Czemu decydujecie się pracować z miejscu? Serio się nie cykacie, że coś was zabije, albo, że stanie wam się dotkliwa krzywda? Ja bym się chyba na waszym miejscu, jakbym był tego wszystkiego świadom, nie podjął takiej roboty..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz