Fabuła Regulamin Nabór & postacie Strona głowna

wtorek, 11 sierpnia 2015

Michi & Billy

Luzik XD

Zdziwiłam się kiedy dziewczyna przybiegła  i zaczęła mówić że romasuje z robotem... Z robotem! Och, Boże. Nie wiem czemu, ale już ją lubię za tą jej zrytą banie. Odbiegła... By niedługo po tym wrócić i zapytać się mnie czy widziałam Jeremiego. Znów się zgubił? Czy ja im nie wyraźnie powiedziałam, żeby się zamknęli w razie czego i siedzieli w biurze? Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, dziewczyna zdążyła odejść.
Westchnęłam ciężko, po czym spojrzałam na dużego królika - Rzeczywiście wyglądam przy tobie jak dziecko... To straszne ~ - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Lecz zanim poszliśmy, wzięłam krótkofalówkę z nadzieją, ze ta dwójka też je ma - Ech, ludzie? Nie chodźcie tak swobodnie po pizzerii, ktoś musi zostać przy kamerach i patrzyć na wszystko... - nagle zaczęła się coś przerywać, więc odpuściłam to sobie i odłożyłam krótkofalówkę - Cholera - mruknęłam kiedy zaczęliśmy iść. Nie to, żeby coś mi przeszkadzało, tylko martwiłam się o te dwie ciamajdy. Bo skąd oni mają wiedzieć jak postępować z zabawkami dla dzieci? Jednak wyszło mi to z głowy, bo już niedługo potem doszliśmy na miejsce. Ciemno - pomyślałam, po czym wyswobodziłam się z uścisku królika, wzięłam latarkę, po czym ją zapaliłam, by się rozejrzeć za światłem. Kiedy tylko zauważyłam włącznik, kliknęłam od razu, a pokój był teraz w półmroku.  Nie było z tym pokojem tak źle jak z animatronikiem. Nie rozumiem. Spojrzałam na królika i przymrużyłam oczy.
- Cholera, nie powinnam tu pracować jako nocny stróż, tylko mechatronik przyjacielu, wtedy mogłabym Cie naprawić - powiedziałam w jego stronę, by znów rozejrzeć się po pokoju.
Było parę porozrzucanych rzeczy na ziemi, kartki i inne takie. Podniosłam jedną z nich i przeczytałam o śmierci dzieci i o tym, ze ciała nigdy nie zostały znalezione. Przestraszyłam się.
- Ja pieprze, biedne dzieciaki - powiedziałam i odłożyłam kawałek gazety na półkę.
Usiadłam sobie na ziemi i musiałam chwile pomyśleć, odetchnąć, czy po prostu uspokoić się.
Zawsze byłam nadwrażliwa na takie rzeczy. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak musi być.

  _________________________________________________________________

- Ale to kobieta, rozumiesz? One mają te moc! Ma te moc! Ma tee moooc! o kurwa, ale ja skrzeczę - przez chwilę śpiewałem, ale po chwili stwierdziłem, że się do tego zwyczajnie nie nadaje, boże, serio nie umiem śpiewać.
- E tam, najwyżej pójdę na złom, to takie smutne - powiedziałem do kolegi z głupim tonem głosu.
Tak szczerze, to ja miałem nadzieje, że będzie chociaż jedna zamienna maska. Tylko jedna, czy to tak dużo? Czy naprawdę tyle wymagam?
- Ech, chyba masz racje, ale ta babeczka mnie przeraża , ja chyba bym nie mógł być taki bezwzględny jak ona - powiedziałem z taką udawaną powagą, żeby było bardziej dramatycznie i ten deszcz za oknami dodawał uroku, temu wszystkiemu. Mógłbym być aktorem i grać w filmach melodramatycznych.
- Ja mam nadzieje, że to w ogóle da się naprawić - powiedziałem spokojnie do przyjaciela.
Ech, w każdym razie nie mogliśmy jej pomalować po twarzy, więc i tym popsuła nam zabawę. Westchnąłem ciężko myśląc, że z nią ewidentnie jest coś nie tak. Nie rozumiałem w ogóle jej zachowania. W żadnym stopniu.
Patrzyłem na to jak Fredbear się zaczynał denerwować na fioletowowłosą dziewczynę. Ech, nie wiedziałem co powiedzieć, aż z tego wszystkiego.  Kiedy ten zaczął iść , ruszyłem za nim.
- To lecim, po moje życie! - powiedziałem z uśmiechem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz