Nie wyglądało na to żeby dziewczyna miała komentować, to co powiedziałam o bandzie tych niezrównoważonych debili.
- To w takim razie, ciesze się, że poznałaś tego Foxiego, tak między nami on jest dziwnym człowiekiem, ale hej! Niech nie wie nikt, nie zdradzaj nic...! - powiedziałam wesoło do niej.
- W każdym razie! Zawsze chciałam nauczyć się rysować, więc może mnie kiedyś podszkolisz, co? - zapytałam dość uprzejmie jak na mnie.
- Czułabym się zaszczycona, a ja w zamian nauczyłabym Ciebie szyć, tańczyć lub powiem Ci parę ciekawych informacji o lisie, albo wszystko na raz, do wyboru do koloru - powiedziałam wesoło.
_____________________________________________
- Dobrze kapitanie! Przepraszam za to! - powiedziałem salutując, hmm... to chyba nie do tego, więc szybko przestałem. W końcu Foxy puścił mnie na ziemie.
- Skoro tak, to dziękuję! Nie wyrzucaj mnie za burtę ziomeczku, nie zrobisz tego, prawda? - zapytałem patrząc na niego tymi swoimi przeklętymi gałami.
- Nie z wszystkimi, ja z jedną poznałem się aż za dobrze, ta fioletowa wariatka rzuciła mnie wiatrakiem, Golden musiał mi maskę wymienić! Rozumiesz to? Jest jeszcze jeden taki blondyn, zachowuje się jak świnia która ma iść na rzeź... Znaczy, ucieka, mdleje, a inny depczą po im... I jest jeszcze jedna... jeden... nie wiem co to! - rozgadałem się do lisa.
- A ty widziałeś tego obojniaka może? - zapytałem się jego z ciekawością w paczadłach. Spojrzałem na goldena, a potem na lisa...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz