Fabuła Regulamin Nabór & postacie Strona głowna

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Fredbear

Po chwili Toy Chica nas nalazła, wpakowała w łapy jakąś torbę, podziękowała i uciekła..Znowu...Zanim ja zdążyłem powiedizeć "dziękuję". Zjadłem zawartość torby w zastraszającym tempie.
Spojrzałem na Ballon Boya, zadowolony z jego propozycji.
-Rozumiem, wejdę niedługo po tobie, idź sam, zrobimy większe wrażenie..- rzuciłem krótko, czekając aż chłopak sobie pójdzie. 
Uśmiechnąłem się pod nosem, idąc z wolna w stronę Biura Nocnych stróżów. Wiedziałem, że już powoli zaczynam tracić kontrolę nad sobą samym. Wiedziałem i nie potrafiłem z tym nic zrobić. Krew na moich pluszowych łapkach nagle stała się świeża, jakbym hamował tymi łapami krwotok z podciętego gardła. Szedłem bez pośpiechu i bardzo powoli. Kamery zazwyczaj nie były w stanie mnie rejestrować, a jak już, były to tylko moje oczy. Nie wiedzieć czemu, jak się poruszałem sprzęt nie był w stanie mnie uchwycić. Może jedynie audio w postaci jakiś dziwnych szumów i śmiechu.
 Długi korytarz, przez który się przechadzałem momentalnie pokrył się plakatami zapłakanych dzieci, a obok nich zaczęły pojawiać się napisy. Help them. Save them. You can't. It's me. Wszystkie wyglądały jakby były wydrapane przez ludzi w psychiatryku. 
Przyłożyłem zakrwawioną dłoń do ściany, wciąż idąc przed siebie, w skutek czego na ścianie powstawał czerwony ślad, ciągnący się przez obrazki i napisy aż do szyby, która jako jedyna miała wgląd na biuro nocnych stróży. Wiedząc, że i tak nie patrzą w tą stronę, wziąłem wycinek z gazety i huknąłem nim o szybę, przyklejając papier na krew, którą umazałem szybę. "Kids Vanish at local pizzeria - bodies not found" - nagłówek głosił właśnie to.
Przez szkło zdołąłem zauważyć Billyego, który śmiał się w najlepsze, co dało mi wolną łapę do działania. Bez problemów znalazłem się za nimi. Centralnie za postaciami siedzącymi w biurze. Otworzyłem pysk, żeby coś powiedzieć, jednak moje słowa zostały zagłuszone, przez szum i dziwny bełkot wydobywający się z mojego gardła..Całości towarzyszył mój śmiech. Brzmiał jak płacz, jakbym był czymś naprawdę mocno udręczony. 
Zdałem sobie sprawę, że w tej chwili moje ciepłe czerwone oczy, zamieniają się w chłodną czerń. W gruncie rzeczy to powoli przestawałem być ja - miły potulny Fredbear.
-*W-W-witam Was dzieci! Wiecie która jest...Godzina? Godzina śmierci! No właśnie! To cza-czas by zacząć nasze..Przed..Przedstawienie! Jestem- jestem pewien, że przyniesie wam dużoo z-za-zwłok-bawy, haha!- Zazwyczaj takim tekstem zaczynałem przedstawienie...Ale to było kilka dekad temu..W tą wypowiedź wkradł się szum, słowa, których wypowiedzieć nie chciałem i śmiech, raz demonicznie zdeformowany, a raz bardziej płacz.
Dodatkowo w niektórych momentach, głos stawał mi się bardziej niski, mroczny...Jakby przeze mnie przemawiały wszystkie Diabły z Królestwa Podziemnego. 

Patrzyłem na ludzi, swoimi oczami,  które pokryły się absolutną czernią.
Miałem świadomość, że mogę w każdej chwili się rozpłynąć w powietrzu, zostawiając ich w przekonaniu, że to była halucynacja..
- - - - -  - -- 

*W-w-welcome ki-ds! Do you  know what time is it? Time to die! That allright! It's ti-time to start our sh-show! I- I am sure that bring you l-lot of flesh Lot of fun!  - tak mniej więcej brzmi wersja anglojęzyczna, której w zasadzie Fredbear użył! Wybaczcie, ale nie chce mi się rozdrabniać, czy to wszystko jest tutaj dobrze napisane xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz