Fabuła Regulamin Nabór & postacie Strona głowna

wtorek, 11 sierpnia 2015

Fredbear

- Ale na miłość boską, to jest Puppet! Marionette! Chudziutka, malutka istota! A ona mi przypieprzyła co najmniej jakby była jakimś zawodowym bokserem!..Jakby ciebie walnęła, też byś mówił tak samo jak ja! - rzuciłem z uśmiechem. W sumie policzek już nie bolał, ani nie piekł, więc było dobrze. 
-Ewetnualnie ją złamiemy...I dupa, jestreśmy w kropce. Ale nie zakładajmy najgorszego, wiesz, w końcu może chociaż jedna twoja maska jest. Musi być..- a przynajmniej miałem nadzieje, że była. Koniec końców główne misiaki tej pizzerii to Królik, miś i kura...Więc...Ale nadzieje trzeba mieć. A jak maski nie będzie, to może właściciel pizzerii naprawi Ballon Boya...Byle żeby go nie spisywali na straty. 
-W sumie mógłbyś. To w sumie nic trudnego. Każdy może zrobić krzywdę. Nawet ta babeczka! Wiesz...Skoro Chao by mógł, to ty tym bardziej, nie uważasz? -zapytałęm go wesoło. Tylko nie jestem pewny czy on by potrafił zrobić komuś krzywdę. Czasami ukradnie baterię i napatoczy się Foxy, ale Billy...Jakoś niespecjalnie umyślnie chyba by mógł zrobić komuś większą krzywdę.
-
Tsa...Sądzę że to nie zwiastuje niczego dobrego. Byle żeby ci się nic w środku nie psuło, bo może być nieciekawie...Miejmy nadzieje, że to tylko tak...powierzchownie...- Mruknąłem cicho. Wolałem, żebey ucierpiała na tym uderzeniu wiatrakiem tylko jego maska, nic co jest wewnątrz, bo..Wtedy naprawa może nie być taka łatwa.
Po tym jak fioletowa wariatka się obudziła, spojrzałem na Billyego z miną "WTF".
-
Takich ludzi się bada psychiatrycznie - rzuciłem cicho do niego ze zrezygnowaniem opuszczając flamaster. Szkoda, mogło być fajnie...Zepsuła nam zabawę...
-
"Haha, rozpieprzyłąm ci twarz i złałam ci nos wiatrakiem, ahahha! Przepraszam." Faktycznie...Żeś wylewne przeprosiny za taką sytuacje wymyśliła...Normalnie..Jesem w szoku, nie wiem jak ty Ballon Boy - mruknąłem z lekką dozą ironii i kpiny. No..Proszę was...
-Nie zrobimy nic bezbronnej dziewczynie..? Ahahah...Haha..Śmieszne, śmieszne...Zabawna jesteś, naprawdę.- rzuciłem patrząc na Billyego. Tak nie zrobimy nic bezbronnej dziewczynie...Ja wciąż miałem obhotę wepchać ja w tej strój.
-
Tak jakby z naprawdą Ballon boya, porawdzimy sobie sami. Nie potrzebujemy osoby, która doprowadziła go do takiego stanu..- odpowiedziałem, mierząc ją wzrokiem.
-
Dobra Billy, zostawiamy ją tak jak chciała i spadamy cię naprawić - powiedziałem do przyjaciela, po czym skierowalem się w stronę wyjścia z pokoju, czekając aż kolega mniej więcej dorówna mi kroku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz