- A mi się podoba Amy - rzuciłem jakby to było coś oczywistego. A skoro ma tak na imię, to chyba nie będzie przeszkadzać jej, że tak właśnie ją nazywam, prawda?...Najwyżej oberwę jak ta ściana i...O na miłość Boską, przecież jak się rozpadnę to nikt mnie nie naprawi. Hm, to może być wówczas problem...Chyba, że Billy mnie poskłada, albo ta ruda wiewiórka z hakiem...Ta..Hm..Lepiej, żebym nie skończył jak.. tynk od tej ściany.
-Hm...Wiesz...Przykro mi, ale..Ja chyba nie pamiętam nikogo takiego...Wiesz, długo tak nie mam udziału w tej Pizzerii, więc być może nie mi było dane ją spotkać...A..A kto to taki, że pytasz? - zapytałem z wyraźną niepewnością w głosie. Nie chciałem być zbyt dociekliwy i zawsze zważałem na to, żeby nie być, ale w tym momencie nie wiem, czy mi to wyszło. Może w gruncie rzeczy olałem to..I tyle.
-Uuu....Co się przydarzyło? - zapytałem wzkazując palcem na swoje oko, jakbym chciał zobrazować to, że chodzi mi o jej..Bialutkie oczko, które sygnalizowało jakąś zaćmę, albo coś takiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz