Po chwili melodia zaczęła powoli cichnąć, a kiedy otoczyła nas zupełna cisza, z pudełka wyłoniła się Puppet i bynajmniej nie wyglądała na zadowoloną. Ale mimo wszystko i tak strasznie za nią przepadałem!
-Goldiś. Cho tutaj - powiedziała, patrząc na mnie. Podeszłem ciut bliżej mnie. -No chodź, jeszcze bliżej, muszę ci coś powiedzieć na ucho - odparła kukiełka, po czym podszedłem tak blisko jak mi kazała. Nachyliła się w moją stronę, jednak zamiast cokolwiek powiedzieć, wymierzyła mi plaskacza w pysk.
-Ogarnij swoje złote dupsko, jesteś Fredbear, a nie maszyna do zabijania, dotarło do Pana, czy mam powtórzyć?- warknęła wyraźnie niezadowolona moim zachowaniem. Marionetka przeniosła łapki na moją muszkę, poprawiła ją starannie i poklepała po ramieniu.
-A teraz wypad, bo strasznie jesteście głośno - mruknęła wracając do pudełka.
Wgapiałem się przez chwilę w pudełko, po czym odwróciłem się do Ballon boya.
-Ona..Dała..Mi w pysk. Rozumiesz? Kurde, to boli- rzuciłem masując się po policzku.
Słysząc jego słowa, na temat tego, że to nie wygląda tak źle i w ogóle, spojrzałem na niego i w ironii zacząłem bić brawo.
-Masz rozwalony nos, ale ty mówisz, że to nic takiego! Tak! TAK! Masz rację Billy! Ale maskę możemy wymienić...W backroomie...Powinny być części zamienne...Zapasowe. Zanim oni cię naprawią, to miną wieki. Albo spiszą cię od razu na straty i kto wtedy będzie rozdawać dzieciom balony? Nie ma takiej opcji, musimy cię naprawić. Tylko pierw musimy znaleźć klucze do Backroomu...Sądzisz, że w biurze NightGuardów będą klucze? Powinny być, cho! - miałem wielką ochotę wrócić do mojej kanciapy i zamknąć się tam od środka, jednak nie mogłem zostawić Ballon Boya w takim stanie.
-Nabroiliśmy? Logiczne, jesteśmy tu, żeby uprzykrzać życie nocnym stróżom. Chociaż muszę ci powiedzieć, że tym razem trafili nam się paskudni strażnicy...Niezrównoważeni w sensie - powiedziałem wykrzywiając twarz w grymasie.
-Foxyego? Yup, ale pierw Backroom i szukanie twojej twarzy, a potem dręczenie lisiastego. - mruknąłem stanowczo, wychodząc z pomieszczenia, by skierować swoje kroki do biura nocnych stróży.
-Swoją drogą ciekawe co z Chicą. Ostatnio...Nie tak dawno dała nam takie zajebiście dobre babeczki,że aż masakra. Mam nadzieje, że znowu się o mało co nie "zabiła"..Chyba nie jest z nią dobrze. Aż chyba później pójdę zobaczyć, czy nigdzie nie leży w rozsypce~ - rzuciłem w zamyśleniu, kierując się w stronę pomieszczenia. Dojście dam nie zajęło długo.
Kiedy przekroczyliśmy próg wchodząc do pokoju...Nie było nikogo. Podszedłem do biurka, omijając coś mięsistego co leżało na podłodze i wtedy zmieniłem zdanie. Pod nim leżał jakiś gościu. Nieprzytomny.
-A temu co? Zasnął na zmianie? Niedobrze - po tych słowach rozejrzałem się po pokoju. Zakrwawiona szyba z przyklejoną notatką...Wiatrak na ziemi. Nie było tak źle, potrafiłem, razem z Ballon boyem z resztą zrobić gorsze akcje.
-Szukaj kluczy, może..Sprawdź czy ten typek nie ma, a ja przeszukam biurko, nawet jeśli tamta laska ma klucze, to chyba ten też powinien mieć swoje, nie?...- zapytałem chłopaka, otwierając szafki w biurku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz