-Pogodziłyście się? Mój Boże, co tam musiało się dziać, jakie rewolucje, na Posejdona! - rzuciłem poniekąd będąc szczerze zachwycony takim obrotem sprawy, nie spodziewałem się czegoś takiego...A przynajmniej nie po nich. Zdjąłem z głowy karton, kładąc go na ziemię, ostrożnie, jakby co najmniej znajdował się w nich jakiś skarb.
Na słowa Ballon Boya, na moim animatronicznym, lisim pysku, wykwitł swego rodzaju uśmiech, wziąłem go na ręce, a następnie usadowiłem na barki.
-Arr! A więc pora na przygodę kamracie! - rzuciłem do niego, a po chwili także Chica się dołączyła do...Organizacji. -Aye Chica! Pewnie, że możesz iść - powiedziałem wesoło, powoli podchodząc do drzwi. Szarpnąłem za klamkę raz, drugi, trzeci..Drzwi wciąż stały i ani drgnęły.
-Twardy kawał drzwi - rzuciłem, spoglądając przelotnie na kamery, by upewnić się, że przypadkiem nikt nas nie obserwuje. Mógłbym wybić okno, ale narobiłbym za dużo hałasu. Tak więc wsadziłem hak w dziurkę od klucza i począłem coś grzebać, coś kręcić...I w końcu drzwi z cichym skrzypnięciem uchyliły się i nie jestem pewny, ale chyba coś zepsułem.
-Nie mam zielonego pojęcia co zrobiłem, ale zrobiłem to dobrze - powiedziałem wciąż trzymając BallonBoya "na barana" . Uchwyciłem w mechaniczną rękę klamkę i pociągnąłem w swoją stronę, otwierając drzwi na oścież. Momentalnie z dworu buchnęło przeszywające zimno, które ogarnęło mnie tylko przez chwilę. W animatronicznej formie tego typu bodźce nie oddziaływały na mnie za długo, to jest plus tego wszystkiego. -Ar...Bądźmy dżentelmenami..Panie przodem - rzuciłem uprzejmym gestem zapraszając Chicę, aby wyszła jako pierwsza. Zaraz po niej wyszedłem ja, wciąz trzymając Billyego na baranach - Bez większego powodu...Chociaż to bardziej przez to, że ostatnio marudził, że w tej formie mu ciężko się poruszać, więc czemu ma się wlec? Kiedyś go postawię. Hue.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz