Przekręciłem głowę tak, aby chociaż kątem oka spojrzeć na Billy'ego, który wciąż siedział mi na baranach.
-Lol ale to gejowe- powiedziałem tonem jak te typowe gimbusy, co nie raz przychodzą od niechcenia ze swoimi młodszym rodzeństwem do tej pizzerii. Ha...Nienawidzę tej gównarzeri...
Westchnąłem ciężko, a po chwili Chica gdzieś poszła, ale mimo wszystko byłem zajęty czymś innym i średnio zwróciłem na to uwagę. Wolnym krokiem podszedłem do siatki, która oddzielała teren pizzerii od świata zewnętrznego. Od tego świata...Do którego nie miałem wstępu. Do którego nikt z nas nie miał wstępu.
- Mógłbym w sumie stąd spieprzyć, nie wiem czemu jeszcze tego nie zrobiłem- rzuciłem bardziej sam do siebie, niż do Billy'ego, który nawet nie domagał się zdjęcia z barana. Odszedłem od siatki i w mgnieniu oka myśl o ucieczce gdzieś się rozpłynęła. Chica wróciła do nas, na dwór, ubrana w jakąś suknię i...Szal. Właściwie to nie znam się na modzie, więc...
-Szkoda, że nie ma więcej tego białego puchu. Można by było bardziej poświrować. Wiecie...Pozjeżdżać z górek na kartonach..A tak to ledwo zaczęło padać - zwróciłem się do nich, patrząc na srebrno-białą tarczę księżyca i ciemne niebo, na którym rozsypane były gwiazdy...
-Swoją drogą Chica, Strażnicy się nie kręcą po pizzerii? Bo jak ... Bo jak się kręcą jak smród po gaciach to musimy niedługo wracać... - rzuciłem z westchnięciem, zwolna przenosząc wzrok na Chicę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz