-To się robi tylko godzinę? Mój Boże, będę jadł to wiecznie. Tylko pierw muszę się nauczyć i jak się już nauczę, to będę jadł to wiecznie - chociaż kogo ja oszukuję? Będę za leniwy, żeby robić to cały czas i pewnie po 4 dniach mi się to przeje.. Zawsze tak jest.
Spojrzałem na kartkę na której pozapisywane były..Róże rzeczy - to właśnie był ten przepis. Średnio cokolwiek z niego rozumiałem, ale...Żyłem nadzieją, że może Ballon Boy coś zrozumie...A jeżeli nie, to wybuchniemy całą kuchnię.
-Dziękuję ślicznie - mruknąłem jeszcze przez chwilę patrząc na świstek papieru. Więc potem trzeba udać się do tego małego skrzata. Schowałem papierek do kieszeni spodni, upychając go głęboko, tak, żeby nie zgubić przypadkiem.
Słysząc słowa dziewczyny, uśmiechnąłem się wesoło, sięgając po jedną z babeczek..Potem po drugą...Po trzecią i na czwartej chwilowo skończyłem, bo mnie zasłodziło. I mimo, że to było tak kurewsko dobre, chwilowo nie wcisnąłbym w siebie więcej.
-Nie mam zielonego pojęcia, ale wygląda ładnie - rzuciłem patrząc na butelkę wypełnioną czerwoną cieczą.
-Ciekawe, czy jest tutaj tego więcej- mruknąłem wstając od stołu i zacząłęm przeszukiwać szafki w tym pomieszczeniu, w poszukiwaniu czegoś ciekawego. W którejś z kolei szafce stała osamotniona, na wpół wypita butelka z bursztynową cieczką. Nie przeczytałem nawet czarnej etykietki, tylko uchwyciłem butelkę w mechaniczną dłoń. Na spróbowanie upiłem jeden, malutki łyk. Było...Dość dobre. Upiłem spory łyk i ostatecznie odstawiłem to na blat, stwierdzając, że "dupy nie urywa".
-Ej, to troszkę smakuje jak rum, wiesz?...Jeżeli to rum, to radziłbym zbyt dużo i zbyt szybko tego nie pić -mruknąłem, po czym odwróciłem się z powrotem w stronę dziewczyny, jednak ta nie siedziała przy stole. W tym rzecz, że Chica stała przede mną.Bardzo blisko. Bardzo, bardzo, bardzo blisko. Może nawet za blisko. Do tego wszystkiego doszedł nawet fakt, że ona zarzuciła mi rączki na kark.
No tak, chyba trochę za późno powiedziałem, żeby nie przesadzała z alkoholem.
Spojrzałem na nią z lekka zdziwiony, nie do końca wiedząc jak się zachować.
Przez jedną szaloną chwilę miałem szczerą ochotę ją pocałować. Nie mogłem tego zwalić na alkohol- byłem w pełni świadomy. I w sumie nie wiem czy miałem coś do stracenia. W gruncie rzeczy, kiedy miałem już na zamiarze przybliżyć swoją twarz do jej, do kuchni wparowała Mangle.
-Boże drogi wystraszyłaś mnie- mruknąłem w jej stronę i nagle dotarło do mnie, że ja i Chica..Że my wciąż jesteśmy...Siebie blisko, co może wyglądać...Dziwnie w oczach Mangle. Cały zarumieniony, nieco - od niechcenia z resztą, odsunąłem się od blondynki. Musiała tutaj wejść? Musiała akurat teraz? Nie mogła chociaż chwilę poczekać?!
-Haha...Ha...Ha...Ahoy..Mangle! hehe...Zabiłaś go?- zapytałem nagle, zaczynając pierwszy lepszy temat, który przyszedł mi do głowy. Nie chciałem, żeby dziewczyna zaczęła rozmowę od tego co tu zaszło, albo co zajść miało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz