Cholerne bachory, zabrały mi moje balony, pacały mnie i w ogóle! Dlaczego ja muszę być taki fajny?
Ech, cały dzień spędziłem w męczarniach. Z resztą wale to! na szczęście jak zamknięto pizzerie miałem chwile by sobie pospać, to jednak jest ciężkie życie, mimo wszystko.
Kiedy poczułem pacnięcie, moje oczy się poruszyły, zacząłem się przebudzać, powoli, odzyskując zdolność ruszania się, mówienia, czy tez po prostu czucia. Potrzepałem głową bo obraz w jednym oku zacząć się rozmazywać. Westchnąłem ciężko, nie naprawili mi tego. Mendy! Spojrzałem na lisa.
- W sumie, chciałbym się już nie szczerzyć, ale w tej postaci, nie za bardzo mogę - powiedziałem do niego spokojnie.
- Okropny, jak nigdy, te dzieci stają się jak dzikie bestie - powiedziałem do niego z uśmieszkiem na twarzy
- Ale zawsze mogło być gorzej, a co tam u Ciebie, "wyspałeś" się? - zapytałem się go z uśmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz