Kiedy się odezwał... Było czuć... Emocje? Gwałtownie na niego spojrzałam.
- O jasna cholera! - wstałam gwałtownie - Czyli jednak wszystkie jesteście opętane! - powiedziałam i podrapałam się nerwowo po karku.
- Znaczy... Nie miałam tego na myśli, po prostu to dziwne, tak sądzę? - powiedziałam bardziej pytając, niż oznajmiając w jego stronę. Podeszłam bliżej do niego, mimo, że się straszne bałam, to byłam ciekawa, jak ta cholera wielka działa!
- Co masz na myśli, przez to że nie jest? - zapytałam się go ciekawsko. Chwila moment? Czemu on jeszcze mnie nie straszy czy coś... - Ech, przepraszam? Nie zamierzasz mnie zabić, skrzywdzić czy coś? - zapytałam i przekręciłam głowę niczym nic nie rozumiejąc piesek. Tak szczerze mówiąc, nie wiedziałam, czy mam się bać, czy płakać, czy cokolwiek takiego.
Spojrzałam na swoje dłonie, trzęsły się - prawdopodobnie ze strachu. Cholera jasna? A jak go czymś zdenerwuje i on się na mnie rzuci? Dobra! Myśl pozytywnie, może jest w miarę normalny? Choć szczerze w to wątpię. A jak specjalnie to zrobił, zwabił mnie tu, by zaraz mnie zabić? Odsunęłam się mały kawałek i spojrzałam w dół.
- Ech, przepraszam, chyba to co przed chwilą przeczytałam po prostu mnie przytłacza - powiedziałam i znów usiadłam w kącie, po czym podkuliłam nogi pod siebie, by po chwili ukryć w kolanach twarz.
Biedne dzieci...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz