Kiedy odezwała się do mnie tym tonem, warknęłam tylko cicho bardziej sama do siebie.
- Zaraz zobaczymy - powiedziałam i wyjęłam komórkę, po czym zadzwoniłam do szefa, pracuje tu. No okej, zaczęłam mu jednak mówić o tym że chodzi po całym obiekcie, ten tylko powiedział, żeby ja przymusić żeby wróciła. Tak szczerze? Szef pozwolił na obchody wychodzić tylko mnie i Vi.
Nie wiem dlaczego, ale tak było, pożegnałam się z nim i spojrzałam z powrotem na dziewczynę.
- A teraz panienko, rusz dupę i won do pokoju stróżów, nie mam zamiaru słuchać od szefa tego że Cie nie dopilnowałam, więc jeśli możesz księżniczko to się rusz - powiedziałam bardzo zdenerwowana, zazwyczaj taka nie byłam, ale to miejsce dziwnie na mnie oddziaływało. Podeszłam do niej wzięłam ją za nadgarstek i żeby się ruszyła to po prostu nią szarpnęłam i była zmuszona wstać. Ze mną się po prostu nie zaczyna.
Zaprowadziłam ją do reszty i wepchnęłam ją wręcz do tego pokoju, spojrzałam po Vi i Jeremim.
- Coś się stało Michi? Kto to? - zapytała Violet widząc moją zdenerwowaną winę.
- Wasza nowa koleżanka, Snowdrop o ile pamięć mnie nie myli, zaprzyjaźnicie się, a ja idę po te kurwy, bo nikt nie patrzy, a te gdzieś spierdzieliły! - warknęłam niebezpiecznie zła. Czułam, że nie byłam sobą. Fioletowo-włosa tylko patrzyła na mnie ze zdziwieniem. Może po prostu się nie spodziewali tego po mnie. Potrząsnęłam głową i już miałam wyjść.
- W razie czego to dzwoń - rzuciła z wolna Vi na co ja w jej stronę tylko się delikatnie uśmiechnęłam i poszłam, zaczęłam szuka tych paru pokurczów. Nie było grubego, zepsutego lisa... no.. chyba tylko ich, w razie czego jeszcze pójdę i już.
________________________________________________
Prychnąłem tylko cicho i pacnąłem go w głowę delikatnie.
- Jak możesz tak mówić? A to wszystko co razem przeszliśmy? To już nie ważne!? - zacząłem mówić, wysilając się na masakrycznie dramatyczny ton głosu, bo to było takie drama.
Na jego kolejne słowa się zdziwiłem. W sumie... Nigdy o tym nie myślałem...
- Ta, fajnie byłoby stąd wyjść - powiedziałem jakby... rozmarzonym głosem? Nie wiem, nie znam się.
Spojrzałem w górę i cicho westchnąłem. Tak szczerze, to chciałbym stąd wyjść.
- Może jutro będzie więcej! Nie możemy tracić nadziei, pojeździmy sobie na kartonach, wziuuum! ~ - powiedziałem wesoło, wymachując rękoma i... przez to spadłem na ziemie. Szybko jednak się podniosłem i pomasowałem sobie głowę.
- Ech... Ja to jednak mam pecha - powiedziałem to bardziej sam do siebie, przyciszonym głosem.
Spojrzałem na Chice, czy ja właśnie słyszałem, ze ktoś tu idzie? Nie, chyba mi się zdaje.
- Kurcze, a przysiągłbym, że coś słyszałem... Ale to może coś z zewnątrz... Idziemy już? Ale słabo - powiedziałem smutasnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz