Wsłuchałem się uważnie w jej wypowiedź, ze swego rodzaju zastanowieniem...Hm...Nie wiem, może ja to bagatelizowałem, albo ona wyraźnie przesadzała, ale ja w tym wszystkim nie widziałem niczego takiego, żeby to...Wyolbrzymiać..W ten sposób. Mimo wszystko w po jej wypowiedzi znalazłem w sobie odrobinę zrozumienia wobec niej.
-A może chcieli być wobec ciebie mili? Wiesz, co ja tam niby mogę wiedzieć, ale...Może faktycznie ta cała wasza..Violetta? Chciała być...Uprzejma w jakiś sposób, wiesz.. - mruknąłem zważając, żeby nie palnąć czegoś, co ona mogłaby zrozumieć dwuznacznie. Nie chciałem jej denerwować.
-I płakałaś tylko dlatego, że...Jak ty to sama ujęłaś "jesteś psychiczna"?- rzuciłem marszcząc delikatnie czoło. -Poza tym w czym miałabyś mi przeszkadzać? Czy ja naprawdę wyglądam jakbym robił coś w czym można mi przeszkadzać?...Czy ja wyglądam jakbym robił cokolwiek? - zapytałem unosząc na nią wzrok. Zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać i jej nawet współczuć...W sensie ta historia z tym pożarem..Strata rodziców..Nigdy nie wyobrażałem sobie niczego gorszego niż osierocenie dziecka...Chociaż mimo wszystko nie chciałem wracać do tego tematu, uznając tą sferę za "delikatną".
-Nie, nie chcę żebyś została tutaj. Wiesz, to pomieszczenie nie jest najlepsze do schadzek towarzyskich. Śmierdzi w nim stęchlizną, albo jakby coś zdechło. Więc...Może jeżeli nie miałabyś nic przeciwko, ja mógłbym wybrać się z tobą? Poszukać... "tego czegoś" co zgubiłaś? - zaproponowałem z lekkim uśmiechem, biorąc w dłoń fioletowy cylinder, po czym dźwignąłem się z ziemi. - A tak poza tym, to nie tak, że nie przepadamy za Night Guardami. Nie przepadamy tylko za tymi, którzy w jakikolwiek sposób nam podpadną. Nie mam powodów nie lubić przebywać z tobą - sprostowałem zakładając fioletowy, zniszczony kapelusz na głowę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz