Kiedy dziewczyna wręczyła mi moją osobistą czekoladę, na mojej twarzy wykwitł wesoły uśmiech.
-Dziękuję ci!- powiedziałem jakże zadowolony ze skromnego, acz cholernie dobrego podarku. W zastraszająco szybkim tempie zjadłem pół czekolady, zaś drugie pół..Wsadziłem do kieszeni, czując, że jak zjem więcej to się zrzygam z nadmiaru czekolady we krwi normalnie.
-Kible są...- zacząłem powoli, rozglądając się w zastanowieniu. - Tam są kible, więc tam też sie udamy! - Powiedziałem wskazując dany kierunek, w którym się udaliśmy.
- Słuchaj, a..- zacząłem niepewnie, lecz nie dane mi było skończyć ów wypowiedzi, gdyż z tyłu głowy poczułem silne uderzenie, które prawie dosłownie przeszyło mi trzewia jak harpun. Nawet nie mogłem zainterweniować, bo padłem na ziemię i każdy z moich zmysłów, zaczął się stopniowo wygaszać. Wpierw jeszcze słyszałem stłumione dźwięki, widziałem rozmyty obraz, a potem..A potem już tylko bezgraniczna czerń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz